pani nowa.

i już czasu na ciebie nie mam, szacunku braki nazbyt wielkie
i już źródło światła czerwienią przesiaknięte, urywki dźwięku piskliwe
i urwać strunę brzemiennych kłamstw, by wyjawić światu do szpiku strach
i jeszcze wgryźć się w ramiona zmurszałe od uderzeń twego jadu,
i już wstrzymać oddechu dłużej nie chce, troski podwaliny zburzone
i już straconych chwil nie odzyskasz, na oślep lotkami z trucizną miotasz
 
i jeszcze, oni czekają na twoje potknięcie.

niebieski.

Spotkałam się dziś z własnym ja. Na brzegu potoku leniwie płynącego spotkałam. Byłam to na pewno ja. Wcielenie groteski, brzuy loków, oczu zielonych, dłoni zawsze zimnych i policzków czerwonych. Ja. Filigranowa i ledwie dotykająca wilgotnej ziemi. Ja.

Spotkałam dziś pewną kobietę. Na drugim brzegu potoku niegdys leniwie płynącego spotkałam. Była to postać dziwna. Nacechowana obłudą i złem w czystej postaci, z ledwie nakreślonymi cechami ludzkimi. Stała. Wpatrywała się zielonymi oczami w oczy moje, tak samo zielone. Ona. Ociężała w swej istniejącej materii, zapadająca się w cierpieniu i bezruchu.

Ona.

mróz.

i nie klęknę, nie oddam grzechów za bezcen, nie wypatroszę sumienia

i nie klęknę, nie nadam rytmu zdarzeniom zupełnie niepotrzebnym, żadnym

w stukocie, waleniu w drzwi Twymi pięściami twardymi odnajduję spokój, wytchnienie

w morderczym tempie, uścisku krtani, gdy w bezdźwięcznym trzasku pęka, kocham Cię

i nie klęknę, nie oskarżę, nie wyleje pomyj nikczemnych kłamstw wobec tamtych ludzi

i nie klęknę, nie zadam ciosu w plecy, nie zawrócę rzeki która prowadzi mnie.

wejdź głębiej, nakarm strachem.

Pod wpływem.

Wszystko czego chciałam, to życia doczesnego proza.

Wszystko czego chciałam, to nie sprawiać kłopotów.

Wszystko czego chciałam, oddawałam padlinożercom.

Wszystko co miałam, przewartościowałam, odprawiłam.

Na brzegu niczego i wszystkiego z butelką gniewu dziś

gdzie ptaki wysoko a ja zbyt nisko by piszczeć w rozkoszy.

Wszystko co miałam, wam oddałam, należałam do was.

I już.

Jestem zgubiona. Zapomniana w swej istocie.

Perwersyjnie wypatroszona. Pozostawiona na widok publiczny.

I w cieniu głów tworzących całe tło, ja splątana w niemocy i istnieniu na siłę.

Pozostawiona na widok publiczny.

Jestem zapomniana. byłam. Rubieżnie  ogołocona z poczucia człowieczeństwa.

Cena promocyjna Pozostawiona.

Publicznie upokorzona. Ledwie zaczęta a już skończona.

Skrzypiec pisk w głowie drży, uchem środkowym przelewa się do serca,

wyczekuje strumienia – uderzenia.

I nic.

Nadymam się. Wypełniam sobą ałą przestrzeń… znikam.

Pozostawiona na widok publiczny. Umieram.

Jestem zgubiona. Bardzo cierpię. Cholernie. Mocno.

Po kropce też.

Jestem?

Trafiona.

siedem diabłów znów wita w progi bezwiednej głupoty,

siedem diabłów ogonami zamiata w popłochu,

siedem diabłów tańczących w świetle Księżyca, dookoła paleniska,

siedem diabłów szeptających do ucha co noc, siedem upadłych aniołów

(…)

pieści mnie, drażni w przepłyku też

dotyka dna  duszy, okala ponad stan

mierzi w żołądku i wątrobę rozpycha

zagnieżdża się w sercu, do mózgu przemyka

podła iluzja życia doczesnego, marnotrawiony czas

chciałabym umrzeć na czas.