szmira.

Na głowie cały dom, domu jednak nie mam już, spadam w dół, bo przecież w górę to trochę wszystkim wam nie po drodze. Różowe smugi, bo przecież nie nazwę tego idealnie dopasowanym konturowaniem, już nie.

We mnie obszary wyschniętych pól. I myślę, że jednak za rogiem powinnam otrzymać od nieznajomego ostateczny cios. Niech kaleczy, niech zaciągnie w bramę ciemną. Bierz.

Oceany białych wspomnień, jednak sił już nie mam. A po nas ledwie zmurszały tekst.
I słyszę stukot jej obcasów na korytarzu z marmuru. Terefere, przecież zmarłam dwadzieścia lat temu.

szmira.

tyktyk.

Gdybym mogła. A mogę. Uśmiecham się do wewnątrz, nie daje po sobie poznać. Za pięć po wpół do a ja nadal stoję w rozkroku między przeszłością a przyszłością już wytartą od łez.

Wchodząc, dwuznacznie spojrzałeś jej w oczy. Czy to znaczy, że jestem niewystarczająco dobra w „te klocki”? Gdybym tylko mogła. A mogę. Uparuje w sobie złowrogich słów.

Bo gdybym tylko mogła. A mogę.

Od nowa wszystko stworzę, bo mogę.

kreatury.

Ej, wy. Pragmatyczne, matematyczne nimfy kroporacyjne, wyjące krowy na łancuchach salonów jubilerskich, zapięczetowane znakiem grzechu, poskromione grubością portfela prezesa. Ej, wy. Zamknięte w ciasnym rozporku kochanka, uwikłane w oślizgłe plotki o dawnej przyjaciółce. Wy, tragiczne postaci z marzeń o lepszym świecie.

Wy. W geście zwątpienia upadające na dawno juz zsiniałe kolana. Usta otwieracie splamione nasieniem dyrekora regionalnego. Dłonie nadające tempo rozkoszy ich przyrodzenia – dziś do modlitwy składacie.

Szmaty. Wywłoki. Psie szczyny. Wy. Kurwy wszechobecne.
Wybaczam. Taka wasza natura. Kto z kurwy się rodzi, kurwą umiera.

o. o. o. a.

Pragmatycznie, ledwie widocznie i ponad stan. Niewiele wiedząc, niewiele myśląć.

Mam przeczucie, mam poczucie, że to właśnie dziś. Dziś zagrożenie największe.

Mam poczucie, mam przeczucie, że to dokładnie ta chwila. Bólu nie czuje już.

 

Schematycznie, nakreślona falą krzyku i wybroczyn wszelakich. Niewiele już mnie.

Miałeś przeczucie, miałeś wrażenie, że to właśnie wtedy. Wczorajsze smutki precz.

Miałeś wrażenie, przeczucie miałeś, że to punkt zwrotny istnienia. Boże mój TY!

I cisza nastała. Kark spadł. Ja niewiele już widzę. Nie drętwieje. Nie odczuwam głodu.

Dziękuję.