kropka.

Poniedziałki to troszeczkę inna odmianna środy, tyle, że w środę mam wtorek. We wtorek zaś mam piątek. Weekend wykluczam, pracuję jak dzika świnia na westernie. (dobrze napisałam?)

Pracuje, biegam, odbieram elefony, oddycham. Jeszcze oddycham.

Kupiłam pakiet medyczny, bo promocja, bo koleżanka poleciła. Zadzwonili, że tydzień rozkoszy i promocji – to poszłam. Zrobili w 4 dni wszystkie podstawowe i nie podstawoe badania. Jaka byłam szczęścliwa, siniaki od stóp do głów od igieł i innych dziwactw.

Rewelacja! Wszystkie badania zrobione. Teraz piątek, no to w sumie już w kalendarzu za chwilę wtorek. No to może jeszcze pranie, jakiś projekt, kawa, może książka. Wszystko, szybko, super sprawnie i energicznie.

Telefon:

-halo, Pani Leno.

-no dzień dobry, ja taka zabiegana, już mogę po wyniki przyjść. Wszystko super?

-halo, Pani Leno.

-no halo, co jest?!

-halo, proszę zgłosić się na Oddział Onkologiczny.

No. To sobie zrobiłam badania.

błysk.

Gdyby ktoś pytał – wnioskuję, że nie zapyta nikt – nie umarłam, żyje na pół gwizdka. Ledwie tykam jeszcze, od wewnątrz się rozkładam. Lubię tak. Nie boję się fetoru gnoju.

I myślę jeszcze, że zupełnie niepoprawnie politycznie będzie wymazać Sejm kawałkiem stolca ludzkiego. No co, przecież to inna forma wydźwięku artystycznego.

Gdyby ktoś pytał – wnioskuję, że nie zapyta nikt – umarłam, ale nie na tyle żeby gęby nie otworzyć i wyrzygać wszystkie smutki, troski i gorycz codzienności.

A po co to, a na co to. Przecież ona jest niejednolita, niejednorodna, umorusana i naznaczona katolickim zmazem nocnym cyna sąsiadki spod 5. Ojej, jaka jestem nikczemna.

Rozetnij moje pergaminowe ciało krzyżem, polej wodą święconą i rzuć na stos. Spal tę wiedźmę. Sukę i ladaniczę.

Błysk. Zabrakło energii elekrycznej w całej Dzielnicy. Dopiszę później. Może na papierze dopiszę. Może.

bam bam.

Miałam, bo musiałam. Nie miałam, brałam więcej. Chciałam napisać coś mądrego ale mi nie wyszło. Wzbiera we mnie znów i znów. Wzbiera najmocniej jak tylko się da. Przyjdzie bam.

Męczy codzienność. Męczy trywialność i poczucie nieistnienia. Pędzący tramwaj. Śmierdzący tramwaj. Na myśl o dniu jutrzejszym aż się wzdrygam. Przyjdzie bam.

Analityczka od siedmiu boleści. Pani socjolog chora na mózg. Pani nikt. Pani wczoraj. Było tąpnięcie. Teraz czekamy na falę uderzeniową. Idzie. Przyjdzie. Zrobi nam bam bam.

Taka mądrutka już nie będę.